Rozdział dedykuję dwóm bliźniaczką, które potrafią wkurzać ludzi. To one namówiły mnie do napisania rozdziału. Ala mnie wkurza, a Patrycja kupiła Krew Olimpu.
Ze statku( tego drugiego) wyszli... A może raczej wyszły. Mniejsza, wyszło delfiny. Takie delfiny z nogami i rękoma.
-Telechiny-pisnęła Piper
-Tele-coś-tam?- spytałam
-Jak miło!-powiedział mężczyzna wychodzący z pod pokładu
-Znowu mamy wezwać Dionizosa?
-Ha ha ha ha. Dionizos jest uwięziony w Gaji!
-W Gaji? Czy Gaja nie jest aby boginią...
-Nieuchhhhhhhhhaaaaa- wydał z siebie dziwny odgłos- Gaja to nie bogini! Gaja to ziemia! Ona chce wytępić bogów.
-Okej. Nie wściekaj się, ziemia nie bogini.
-A ty kim jesteś?-zapytał zdziwiony- Ach no tak Gaja mi wspominała. Potężna córka bogini plonów, Gaja i twoja matka macie wiele wspólnego.
-Co ty gadasz! -złapałam się za głowę-Ja chcę do domu-,, Ty nie masz domu,, ,,Dzięki mózgu,,
-Drogie dziecko jeśli chcesz przeżyć przejść na naszą stronę. Ziemia zastąpi ci matkę.
Komuś wreszcie mogę być potrzebna. Mogę mieć mamę. Mogłabym mieć normalne życie... Ech czego ja się spodziewam po ziemi. Pewnie będę mieszkała pod piachem. Ona chce zniszczyć cały świat. Zniszczyć to co dla mnie najważniejsze, zniszczyć rośliny.
Opuściłam włócznie, aby wrogowie stracili czujność. Podeszłam bliżej. Dowódca uśmiechnął się, gdy byłam już blisko dźgnęłam go włócznią.
Niestety (, lub na szczęście) miał dobry refleks. Zatrzymał mój cios mieczem. Nie spodziewał się tylko, że prysnę mu gazem pieprzowym w twarz.
Złapał się za oczy. Wrzasnął przeraźliwie i upadł na kolana.
-Zapłacisz za to! Zabić ją!
Wszystkie telechiny zwróciły się w moją stronę. Blondynka zdusiła okrzyk. Brzmiało to jakby krzyczała Ziya. Podbiegła do czarnowłosej dziewczyny związanej liną i leżącą na drugim pokładzie. Po drodze roztrzaskała kilka delfinów. Chłopak podobny do Frankensteina imieniem Frank odepchną mnie w stronę kajut.
-Uciekaj!
-Taaa... A co jeśli zginiecie, ja nie umiem sterować tym czymś- wskazałam na statek
Wtedy trójka koni (Mroczny, Szarlotka i Grom) zaczęły atakować wrogów. Uśmiechnęłam się do siebie. W tym momencie Mroczny znokautował ich przywódcę, który krzyknął:
-Ała moje plecy!
Było to dziwne bo mroczny przywalił mu z kopyta w głowę. To wcale nie było śmieszne! No może trochę. Co do naszych końskich przyjaciół możliwe, że by sobie nie poradzili gdyby nie blondynka i czarnowłosa dziewczyna.
Ciemnowłosa miotała kulami ognia rozgrzanymi tak mocno, że z odległości parunastu metrów paliły mnie w twarz. Blondynka strzelała egipskimi hieroglifami:
-Hui, Mach, Mu, Hedżi.
Byłam tak zafascynowana tym widokiem, że nie zauważyłam trójki dolfino-ludzi z linami. Rzucili się na mnie. Szamotałam się, ale byli ode mnie silniejsi. Nieśli mnie, jeśli można tak powiedzieć, ciągnęli mnie w stronę statku.
Próbowałam krzyczeć ale zatkali mi usta szmatką. Wierciłam się, ale nic to nie dawało. Wreszcie krzyknęłam tak głośno na ile pozwalała mi szmatka.
Glony jakby na mój rozkaz wyskoczyły z wody i wciągnęły tam delfiny.
niedziela, 26 października 2014
piątek, 10 października 2014
Mała niespodzianka : wypracowanie na polski
MAGIA KSIĄŻKI
To był pierwszy dzień jesieni. Dzieci radosne wychodziły ze szkoły, ale nie 6c . Ta klasa miała jeszcze dwie lekcje : polski i przyrodę. W klasie siedziały tylko trzy dziewczyny, ale jedna była trochę nieobecna.
Nikola i Gosia krzątały się niezadowolone po pomieszczeniu:
-Boże, czemu jeszcze dwie lekcje?-spytała Małgorzata
-No właśnie! Po co ta szkoła skoro i tak po lekcjach większość uczniów w głowie ma egipskie ciemności.-burknęła Nikola- Jeny Justyna!
-Co?- dziewczyna wynurzyła nos zza kartek książki.
-My się tu użalamy, a ty czytasz to coś!
-To się nazywa powieść fantastyczna pt. Bitwa w labiryncie i jeśli masz zamiar mi ją zamknąć przed nosem to nie zapomnij zaznaczyć gdzie skończyłam.
-Czytałaś tę książkę z tysiąc razy! A w plecaku i tak masz już inną!
-W tornistrze mam ,,Dom Hadesa,, i ty nic nie rozumiesz! Muszę czekać na ,,Krew Olimpu,, a ona ma premierę dopiero 22 października!
To przesądziło. Dla niektórych było to męczące. Justyna cały czas gadała o tej premierze. Nikola napełniona gniewem wrzasnęła jak trąba jerychońska. Złapała ,,Bitwę w labiryncie,, i ,,Dom Hadesa,, po czym rzuciła je w kąt klasy.
-Jak mogłaś.- powiedziała Justyna ze łzami w oczach- Nie włożyłam zakładki.
I wszystkie trzy zaczęły się głośno śmiać. Zupełnie nieświadome tego co zdarzy się jutro, a ich największym problemem będzie książka i nieuwaga Nikoli.
Dzisiaj Justyna obudziła się z bólami głowy. Takimi samymi jak wtedy gdy złamała nogę. Miała wrażenie że dzisiaj zdarzy się coś złego. Nawet nie wiedziała jak bardzo miała rację.
W szkole było dziwnie cicho. Jakby nikogo tam nie było. Ale przecież za 10 minut zaczyna się lekcja! Dziewczyny przeszukały całą szkołę prócz trzech klas.
-Może lekcje są dziś odwołane?-spytała Gosia
-I nam nic o tym nie wiadomo?-odpowiedziała pytaniem Nikola unosząc brew.
-Niemożliwe żeby lekcje były odwołane, sprawdźmy jeszcze te trzy klasy.
I poszły do sali od polskiego. Tam im oczom ukazał się odrażający potwór. Justyna stanęła jak słup soli, głównie ze względu na to, że skądś, go kojarzyła i nie mogła sobie przypomnieć skąd.
Dziewczyny (bez Justyny) pisnęły i uciekły. Potwór był na prawdę odpychający. Miał szarą i pomarszczoną skórę, przypominał trochę kota rasy sfinks. Długie szpiczaste uszy opadały na ramiona, a wielkie skrzydła świdrowały w powietrzu. Wyszczerzał zęby w uśmiechu, a z pyska kapała mu ślina. Utkwił czerwone ślepia w Justynie i syknął:
-Gdzie jestem?! Co ty zrobiłaś?! Kim jesteś?!
Justynie serce skoczyło do gardła i pisnęła przeraźliwie.Wtedy Gosi i Nikoli skojarzyło się, że ich koleżanka została sama z tym czymś. Pobiegły na piętro. Biedaczka leżała przyciśnięta do ziemi, szponami potwora. Nikola bez namysłu chwyciła złocisty kawałek metalu i wbiła mu w plecy.
Justyna skojarzyła sobie co to jest dopiero, gdy rozsypało się w pył. Przeraziła się tą odpowiedzią. Gdyby dziewczyny nie wiedziały co się przed chwilą wydarzyło mogłyby uznać, że zwariowała. Bełkotała coś niewyraźnie o Eryniach.
Wtedy usłyszały głos chłopaka:
-Annabeth, jesteś pewna, że coś słyszałaś?
-Glonomóżdżku czy ja cię kiedyś zawiodłam?
-Ej słyszycie to. Czy Annabeth nie była tą dziewczyną z książki Justyny.-spytała Nikola.
-Nie wiem, mało mnie to obchodzi- odpowiedziała Gosia
Justyna dalej wpatrywała się w ostrze, którym Nikola ugodziła potwora. W końcu podeszła do drzwi i szepnęła:
-Trzeba to powiedzieć starszym.
-Coś ty!W takich sprawach to niewierni Tomasze.
-Nie tamci- i krzyknęła głośno- Tutaj!
Nieznajomi rozmawiający na korytarzu zwrócili na nią uwagę.
-Nina?! Co ty tu robisz?! Miałaś zostać w obozie! Ja od twoich wybryków umywam ręce. Chejron da ci salomonowy wyrok, wtedy dopiero będziesz sypać głowę popiołem.
-Nie jestem Nina tylko Justyna, nie wiem kim ona jest. -wytłumaczyła-Za to wiem doskonale kim wy jesteście.
-Dziewczyno nie wygłupiaj się. I co my tu w ogóle robimy?- zapytał chłopak
-Percy- powiedziała dziewczyna- myślę, że to na prawdę nie jest Nina. Nie wiem kim jesteś i skąd nas znasz, ale nie jesteś Niną.
Justyna na prawdę ich znała. To może wydać się dziwne, ale przeczytała o nich w książce fantastycznej. To herosi, półbogowie. Syn Posejdona i córka Ateny. Ale jak to możliwe, że wyszli z książki? W tym momencie Justynie przez głowę przeszła okropna myśl: Jeśli oni się wydostali to te potwory także. To stąd ten pomarszczony stwór się tu znalazł. To była Erynia, grecki potwór mitologiczny.
-O mój Boże- szepnęła Justyna- która z was to zabiła?
-Ja-zgłosiła się zabójczyni.
Justynie oczy zwilgotniały, ręce zaczęły się pocić, nogi się pod nią ugięły.Dolna warga zadrgała. Podniosła ostrze, jej obawy były słuszne. Już wiedziała co się tu dzieje.
Złotym kawałkiem metalu dotknęła dłoń Gosi szukając pocieszenia. Niestety nic się nie stało. Podeszła do okna, spojrzała w niebo. Jak to możliwe, czy to tylko sen?Zakryła ręką usta i nagle coś w niej pękło, rozpłakała się. Łzy spływały strumieniami po jej policzkach. Oparła się plecami o ścianę i bezradnie upadła. Głośno chlipała, a dziewczęta próbowały ją pocieszyć.
Wreszcie Justyna zrobiła coś niespodziewanego. Roześmiała się szaleńczym śmiechem.Podniosła głowę i spojrzała na szarooką blondynę i zielonookiego chłopaka.
Już nie miała wątpliwości kim byli oni i ta cała Nina. Była wręcz przekonana, że to nie sen. Zadawała sobie tylko pytanie ,,Dlaczego ja głupia płaczę. Przecież zawsze chciałam ich spotkać,,. Po kilku chwilach ciszy odezwała się:
-Czy Nina jest córką Demeter?
-Podobno jej nie znasz.- prychnął- Tak, jest córką Demeter.-napotkał gniewne spojrzenie Annabeth-I chyba nie powinienem tego mówić.
-Ona wygląda tak jak ty- odezwała się dziewczyna.
-Ale Niny nie było w książce, ja ją sobie wymyśliłam, ona nie istnieje.
-Jak może nie istnieć skoro ją znamy?-odparł oburzony chłopak.
Niestety nie dane mu było usłyszeć odpowiedź, bo w pomieszczeniu pojawił się wielki lew. Nie to nie był lew, to była mantikora. Pół lew, pół skorpion.
-Percy Jacksonie, znowu się spotykamy. Tym razem Łowczynie ci nie pomogą.
-Tym razem nie potrzebujemy ich pomocy- odparła dziewczyna.
Zza pasa wyciągnęła sztylet o ostrzu wyglądającym jak tamten kawałek metalu. Percy wyciągnął długopis. Tak, długopis, odetkał zatyczkę i przybór do pisania zamienił się w złoty miecz.
Mantikora zaczęła się śmiać. Stwierdził, że fata przeniosły go w to miejsce, aby pokonał swojego wroga. Justyna, Gosia i Nikola starały się wycofać, ale drzwi jakby zarosły ziemią. Usiadły w kącie, a jedyną ochroną było ostrze.Co parę chwil w ich stronę leciały szarawe strzały z ogona potwora.
Na szczęście nic się nie stało. Gosia sprytnie odskakiwała od strzał, a Justyna odbijała je kawałem metalu. W międzyczasie opowiadała o wszystkim co się wydarzyło w książce i zostało wspomniane tego dnia.
Zaczęła od tego kim była Erynia i dlaczego tak bardzo się wystraszyła.
-Erynia to uosobienie zemsty. Są to trzy siostry. Przeraziłam się okropnie ze względu na to, że metal to niebiański spiż. Dotknąć go może tylko półbóg. A my go dotknęłyśmy.
-To oznacza, że...- Gosia uskoczyła przed strzałą.
- Tak, jesteśmy herosami- a Justyna ją odbiła.
Następnie opowiadała o Ninie:
-Nina to postać, którą zmyśliłam. Wydaje mi się, że nie wymyśliłam jej wyglądu i wygląda tak jak ja. Chejron, który ma mnie ,,ukarać,, to centaur. Pół koń, pół człowiek. Rządzi obozem herosów, gdzie trafiają tylko ludzie tacy jak my.
Powiedziała kto to mantikora i Łowczynie:
-Mantikora to potwór mitologiczny. W książce walczy z nim Percy, Annabeth i Thalia- córka Zeusa.Nie mogli go pokonać, ale...
-Czyli już po nas...? -spytała Nikola.
-Nie, sądzę, że tym razem go pokonają. Łowczynie Artemidy bogini łowów im pomogły. Podróżują po świecie i tropią potwory.
Kiedy tylko to powiedziała stwór podbiegł do Gosi i przyłożył jej pazury do gardła.
-Jeśli podejdziecie utnę jej łeb.
-No puszczaj mnie!- krzyknęła.
-Nie szamocz się. -ostrzegła ją Annabeth.
-No puszczaj mnie no!-wtedy niewidzialna lina oplotła pół lwa. Upadł bezwładnie na ziemię.
Percy już szedł w stronę potwora, aby go unicestwić, lecz niestety się potknął. Miecz wyleciał mu z dłoni, ale Justyna go złapała i z furią wbiła mantikorze w klatkę piersiową( o ile to coś ją miało).
Wszyscy się dogadali i wymienili numery telefonów. Para poleciała w miejsce, gdzie był obóz herosów. Okazało się, że on na prawdę istnieje. Zadzwonili do dziewcząt. Te wakacje spędziły w obozie.
Była godzina 19:30. Odbywało się obozowe ognisko. Siedziały przy stoliku Hermesa- boga podróżników. Tam siedzieli wszyscy półbogowie, których boski rodzic jest nieznany.
Składane były ofiary dla bogów. Do ogniska podeszła Nikola, wrzuciła tam wielki kawał mięsa z dzika. Wymówiła życzenie:
-Chciałabym poznać mojego boskiego rodzica.-i stanęła obok.
Następnie do ogniska podeszła Gosia. Rzuciła żelki. Wypowiedziała te same słowa co jej koleżanka. Justyna poszła w ich ślady. Gdy stanęła obok nich dziewczyny zaczęły się świecić. Nikola na różowo, a nad jej głową pokazał się symbol gołębia.
Nad głową Małgorzaty był miecz i tarcza. Świeciła się na czerwono.
-Co się dzieje?- spytały jednocześnie.
-Zostałyście uznane- odpowiedział Chejron.- wasi boscy rodzice was uznali. Ty- wskazał na Nikole-jesteś córką bogini piękna i miłości, Afrodyty. A ty- skinął na Gosię- jesteś córką Aresa, boga wojny.
Justynie zrobiło się głupio. Tylko ona nie była uznana. Podeszła do niej Hazel. Córka rzymskiego boga Plutona odpowiednika Hadesa- pana podziemia.
-Coś się stało?
-No wiesz-odpowiedziała smutno-nie mam swojej boskiej matki ani ojca.
-Ej,.- stuknęła ją delikatnie ręką w ramię.- Przecież jesteś Nina, córka Demeter.
Uśmiechnęła się lekko. W wakacje przebywały tam, w obozie. W czasie roku szkolnego męczyły się w szkole. Zastanawiały się jak to się stało, że Percy i Annabeth przenieśli się do ich szkoły. Nigdy nie poznały odpowiedzi.
Justyna skojarzyła sobie co to jest dopiero, gdy rozsypało się w pył. Przeraziła się tą odpowiedzią. Gdyby dziewczyny nie wiedziały co się przed chwilą wydarzyło mogłyby uznać, że zwariowała. Bełkotała coś niewyraźnie o Eryniach.
Wtedy usłyszały głos chłopaka:
-Annabeth, jesteś pewna, że coś słyszałaś?
-Glonomóżdżku czy ja cię kiedyś zawiodłam?
-Ej słyszycie to. Czy Annabeth nie była tą dziewczyną z książki Justyny.-spytała Nikola.
-Nie wiem, mało mnie to obchodzi- odpowiedziała Gosia
Justyna dalej wpatrywała się w ostrze, którym Nikola ugodziła potwora. W końcu podeszła do drzwi i szepnęła:
-Trzeba to powiedzieć starszym.
-Coś ty!W takich sprawach to niewierni Tomasze.
-Nie tamci- i krzyknęła głośno- Tutaj!
Nieznajomi rozmawiający na korytarzu zwrócili na nią uwagę.
-Nina?! Co ty tu robisz?! Miałaś zostać w obozie! Ja od twoich wybryków umywam ręce. Chejron da ci salomonowy wyrok, wtedy dopiero będziesz sypać głowę popiołem.
-Nie jestem Nina tylko Justyna, nie wiem kim ona jest. -wytłumaczyła-Za to wiem doskonale kim wy jesteście.
-Dziewczyno nie wygłupiaj się. I co my tu w ogóle robimy?- zapytał chłopak
-Percy- powiedziała dziewczyna- myślę, że to na prawdę nie jest Nina. Nie wiem kim jesteś i skąd nas znasz, ale nie jesteś Niną.
Justyna na prawdę ich znała. To może wydać się dziwne, ale przeczytała o nich w książce fantastycznej. To herosi, półbogowie. Syn Posejdona i córka Ateny. Ale jak to możliwe, że wyszli z książki? W tym momencie Justynie przez głowę przeszła okropna myśl: Jeśli oni się wydostali to te potwory także. To stąd ten pomarszczony stwór się tu znalazł. To była Erynia, grecki potwór mitologiczny.
-O mój Boże- szepnęła Justyna- która z was to zabiła?
-Ja-zgłosiła się zabójczyni.
Justynie oczy zwilgotniały, ręce zaczęły się pocić, nogi się pod nią ugięły.Dolna warga zadrgała. Podniosła ostrze, jej obawy były słuszne. Już wiedziała co się tu dzieje.
Złotym kawałkiem metalu dotknęła dłoń Gosi szukając pocieszenia. Niestety nic się nie stało. Podeszła do okna, spojrzała w niebo. Jak to możliwe, czy to tylko sen?Zakryła ręką usta i nagle coś w niej pękło, rozpłakała się. Łzy spływały strumieniami po jej policzkach. Oparła się plecami o ścianę i bezradnie upadła. Głośno chlipała, a dziewczęta próbowały ją pocieszyć.
Wreszcie Justyna zrobiła coś niespodziewanego. Roześmiała się szaleńczym śmiechem.Podniosła głowę i spojrzała na szarooką blondynę i zielonookiego chłopaka.
Już nie miała wątpliwości kim byli oni i ta cała Nina. Była wręcz przekonana, że to nie sen. Zadawała sobie tylko pytanie ,,Dlaczego ja głupia płaczę. Przecież zawsze chciałam ich spotkać,,. Po kilku chwilach ciszy odezwała się:
-Czy Nina jest córką Demeter?
-Podobno jej nie znasz.- prychnął- Tak, jest córką Demeter.-napotkał gniewne spojrzenie Annabeth-I chyba nie powinienem tego mówić.
-Ona wygląda tak jak ty- odezwała się dziewczyna.
-Ale Niny nie było w książce, ja ją sobie wymyśliłam, ona nie istnieje.
-Jak może nie istnieć skoro ją znamy?-odparł oburzony chłopak.
Niestety nie dane mu było usłyszeć odpowiedź, bo w pomieszczeniu pojawił się wielki lew. Nie to nie był lew, to była mantikora. Pół lew, pół skorpion.
-Percy Jacksonie, znowu się spotykamy. Tym razem Łowczynie ci nie pomogą.
-Tym razem nie potrzebujemy ich pomocy- odparła dziewczyna.
Zza pasa wyciągnęła sztylet o ostrzu wyglądającym jak tamten kawałek metalu. Percy wyciągnął długopis. Tak, długopis, odetkał zatyczkę i przybór do pisania zamienił się w złoty miecz.
Mantikora zaczęła się śmiać. Stwierdził, że fata przeniosły go w to miejsce, aby pokonał swojego wroga. Justyna, Gosia i Nikola starały się wycofać, ale drzwi jakby zarosły ziemią. Usiadły w kącie, a jedyną ochroną było ostrze.Co parę chwil w ich stronę leciały szarawe strzały z ogona potwora.
Na szczęście nic się nie stało. Gosia sprytnie odskakiwała od strzał, a Justyna odbijała je kawałem metalu. W międzyczasie opowiadała o wszystkim co się wydarzyło w książce i zostało wspomniane tego dnia.
Zaczęła od tego kim była Erynia i dlaczego tak bardzo się wystraszyła.
-Erynia to uosobienie zemsty. Są to trzy siostry. Przeraziłam się okropnie ze względu na to, że metal to niebiański spiż. Dotknąć go może tylko półbóg. A my go dotknęłyśmy.
-To oznacza, że...- Gosia uskoczyła przed strzałą.
- Tak, jesteśmy herosami- a Justyna ją odbiła.
Następnie opowiadała o Ninie:
-Nina to postać, którą zmyśliłam. Wydaje mi się, że nie wymyśliłam jej wyglądu i wygląda tak jak ja. Chejron, który ma mnie ,,ukarać,, to centaur. Pół koń, pół człowiek. Rządzi obozem herosów, gdzie trafiają tylko ludzie tacy jak my.
Powiedziała kto to mantikora i Łowczynie:
-Mantikora to potwór mitologiczny. W książce walczy z nim Percy, Annabeth i Thalia- córka Zeusa.Nie mogli go pokonać, ale...
-Czyli już po nas...? -spytała Nikola.
-Nie, sądzę, że tym razem go pokonają. Łowczynie Artemidy bogini łowów im pomogły. Podróżują po świecie i tropią potwory.
Kiedy tylko to powiedziała stwór podbiegł do Gosi i przyłożył jej pazury do gardła.
-Jeśli podejdziecie utnę jej łeb.
-No puszczaj mnie!- krzyknęła.
-Nie szamocz się. -ostrzegła ją Annabeth.
-No puszczaj mnie no!-wtedy niewidzialna lina oplotła pół lwa. Upadł bezwładnie na ziemię.
Percy już szedł w stronę potwora, aby go unicestwić, lecz niestety się potknął. Miecz wyleciał mu z dłoni, ale Justyna go złapała i z furią wbiła mantikorze w klatkę piersiową( o ile to coś ją miało).
Wszyscy się dogadali i wymienili numery telefonów. Para poleciała w miejsce, gdzie był obóz herosów. Okazało się, że on na prawdę istnieje. Zadzwonili do dziewcząt. Te wakacje spędziły w obozie.
Była godzina 19:30. Odbywało się obozowe ognisko. Siedziały przy stoliku Hermesa- boga podróżników. Tam siedzieli wszyscy półbogowie, których boski rodzic jest nieznany.
Składane były ofiary dla bogów. Do ogniska podeszła Nikola, wrzuciła tam wielki kawał mięsa z dzika. Wymówiła życzenie:
-Chciałabym poznać mojego boskiego rodzica.-i stanęła obok.
Następnie do ogniska podeszła Gosia. Rzuciła żelki. Wypowiedziała te same słowa co jej koleżanka. Justyna poszła w ich ślady. Gdy stanęła obok nich dziewczyny zaczęły się świecić. Nikola na różowo, a nad jej głową pokazał się symbol gołębia.
Nad głową Małgorzaty był miecz i tarcza. Świeciła się na czerwono.
-Co się dzieje?- spytały jednocześnie.
-Zostałyście uznane- odpowiedział Chejron.- wasi boscy rodzice was uznali. Ty- wskazał na Nikole-jesteś córką bogini piękna i miłości, Afrodyty. A ty- skinął na Gosię- jesteś córką Aresa, boga wojny.
Justynie zrobiło się głupio. Tylko ona nie była uznana. Podeszła do niej Hazel. Córka rzymskiego boga Plutona odpowiednika Hadesa- pana podziemia.
-Coś się stało?
-No wiesz-odpowiedziała smutno-nie mam swojej boskiej matki ani ojca.
-Ej,.- stuknęła ją delikatnie ręką w ramię.- Przecież jesteś Nina, córka Demeter.
Uśmiechnęła się lekko. W wakacje przebywały tam, w obozie. W czasie roku szkolnego męczyły się w szkole. Zastanawiały się jak to się stało, że Percy i Annabeth przenieśli się do ich szkoły. Nigdy nie poznały odpowiedzi.
czwartek, 2 października 2014
Rozdział 4 ,,Mam odloty w których widzę Nico,,
Wybaczcie, że tak długo zwlekałam (choć i tak mało osób ogląda mojego bloga) z kolejnym postem. Miałam wyjazd po powrocie zachorowałam, a potem miałam zaległości w szkole, a jakby tego było mało tata dał mi karę :(. Żeby wynagrodzić tym paru osobom które czytają mojego bloga mam dla was niespodziankę. W ciągu tygodnia na pewno się pojawi, a jak nie to możecie mnie zaatakować łyżeczką.
W jej ręce rozbłysł ogień i pojawiła się laska. Wyciągnęła rękę w górę. Czekaliśmy co zrobi dobre parę minut. W końcu w jej dłoni pojawiła się torba.
Otworzyła teczkę i wyciągnęła... Kość. Skierowała ją w stronę chłopaka.
-Mu- Nad jego głową rozbłysły hieroglify, a w jego twarz dmuchnął mocny prąd wody. Chłopak stał jakby niewzruszony.-Jak to?! Prąd wody powinien cię rozszarpać.
Niski chłopak imieniem Leo zaczął się śmiać.
-Droga pani, Percy Jackson jest wodoodporny.Może postaraj się go podpalić.
W jej oczach rozbłysł gniew. No pewnie ,,nikt nie będzie ze mnie szydził,,. Skierowała rękę w jego stronę.
-Mach- Biedak podpalił się. Nikt nie biegł mu z pomocą.
Dziewczyna o imieniu Piper zaatakowała ją od tyłu i wyrwała laskę i kość.
-Uspokój się. -krzyknął Percy- Powiem ci co wiem.
I zaczął opowiadać jak to spotkał go na Long Island.
-Mój dom atakował ogromny wieloryb.
-Ach. Krokodyl!!!-krzyknęła mu do ucha Annabeth tak głośno, że aż odskoczył.
-No i z nim walczyliśmy- kontynuował- To wszystko
Nagle ogromny statek wpadł na nasz okręt. Starałam się utrzymać równowagę i pewnie udało, by mi się gdyby nie fakt, iż moja noga nie była do końca sprawna.
Wpadłam na chłopaka który wcześniej siedział pod pokładem.
-Wybacz- Próbowałam przekrzyczeć skrzek mew.
W tym momencie skojarzyłam sobie tego chłopaka. Nie byłam pewna czy to on ale... Nie, to musiał być on.
Przypomniałam sobie tamtego mężczyznę w czerni, to jak na mnie patrzył. Jakbym była najgorszym co go w życiu spotkało. To jak wymówił to imię.
Zamknęłam oczy i upadłam. Wbrew własnej woli zasnęłam. Przyśnił mi się sen. Uwięziona w wyobraźni mojego umysłu poczułam się tak beztrosko jakbym znowu miała osiem lat. Zaraz, ja miałam osiem lat.
Wszystko powróciło, te wspomnienia. Siedziałam w moim pokoju w sierocińcu z chłopcem. Graliśmy w karty. Magia i Mit to była jego ulubiona gra. Miał dziesięć lat.
Wtedy do pokoju weszła jego siostra Bianca. Za nią stał mężczyzna ubrany na czarno. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem. Wtedy wypowiedział słowa których do dziś nie rozumiem.
-Nina- wycharczał- Moja siostra nie dotrzymała obietnicy. Ale nie martw się i tak zginiesz.
Wtedy Bianca powiedziała:
-Nico, musimy iść.
-Ale jeszcze nie skończyliśmy gry.
-Choć synu. Pisane jest wam jeszcze się spotkać w sytuacji zagrożenia życia.
A następnie mruknął coś do siebie:
-Dzieci z poza siódemki a jednak zdecydują o losie Olimpu.
-Cześć-mruknął chłopak.
-Może kiedyś jeszcze się zobaczymy, Nico.
I poszedł. Nigdy więcej go nie zobaczyłam, aż do teraz. W uszach dzwięczał mi głos mężczyzny ,,W sytuacji zagrożenia życia,,. To on.
Ocknęłam się. Łzy spłynęły mi po policzkach. Nico pochylił się nademną.
-Wszystko w porządku?
-Zagrożenia życia- mruknęłam-Idź po broń
-Co?
-Szybko -wyjęłam z torebki gaz pieprzowy i ukazała się włócznia.
W jej ręce rozbłysł ogień i pojawiła się laska. Wyciągnęła rękę w górę. Czekaliśmy co zrobi dobre parę minut. W końcu w jej dłoni pojawiła się torba.
Otworzyła teczkę i wyciągnęła... Kość. Skierowała ją w stronę chłopaka.
-Mu- Nad jego głową rozbłysły hieroglify, a w jego twarz dmuchnął mocny prąd wody. Chłopak stał jakby niewzruszony.-Jak to?! Prąd wody powinien cię rozszarpać.
Niski chłopak imieniem Leo zaczął się śmiać.
-Droga pani, Percy Jackson jest wodoodporny.Może postaraj się go podpalić.
W jej oczach rozbłysł gniew. No pewnie ,,nikt nie będzie ze mnie szydził,,. Skierowała rękę w jego stronę.
-Mach- Biedak podpalił się. Nikt nie biegł mu z pomocą.
Dziewczyna o imieniu Piper zaatakowała ją od tyłu i wyrwała laskę i kość.
-Uspokój się. -krzyknął Percy- Powiem ci co wiem.
I zaczął opowiadać jak to spotkał go na Long Island.
-Mój dom atakował ogromny wieloryb.
-Ach. Krokodyl!!!-krzyknęła mu do ucha Annabeth tak głośno, że aż odskoczył.
-No i z nim walczyliśmy- kontynuował- To wszystko
Nagle ogromny statek wpadł na nasz okręt. Starałam się utrzymać równowagę i pewnie udało, by mi się gdyby nie fakt, iż moja noga nie była do końca sprawna.
Wpadłam na chłopaka który wcześniej siedział pod pokładem.
-Wybacz- Próbowałam przekrzyczeć skrzek mew.
W tym momencie skojarzyłam sobie tego chłopaka. Nie byłam pewna czy to on ale... Nie, to musiał być on.
Przypomniałam sobie tamtego mężczyznę w czerni, to jak na mnie patrzył. Jakbym była najgorszym co go w życiu spotkało. To jak wymówił to imię.
Zamknęłam oczy i upadłam. Wbrew własnej woli zasnęłam. Przyśnił mi się sen. Uwięziona w wyobraźni mojego umysłu poczułam się tak beztrosko jakbym znowu miała osiem lat. Zaraz, ja miałam osiem lat.
Wszystko powróciło, te wspomnienia. Siedziałam w moim pokoju w sierocińcu z chłopcem. Graliśmy w karty. Magia i Mit to była jego ulubiona gra. Miał dziesięć lat.
Wtedy do pokoju weszła jego siostra Bianca. Za nią stał mężczyzna ubrany na czarno. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem. Wtedy wypowiedział słowa których do dziś nie rozumiem.
-Nina- wycharczał- Moja siostra nie dotrzymała obietnicy. Ale nie martw się i tak zginiesz.
Wtedy Bianca powiedziała:
-Nico, musimy iść.
-Ale jeszcze nie skończyliśmy gry.
-Choć synu. Pisane jest wam jeszcze się spotkać w sytuacji zagrożenia życia.
A następnie mruknął coś do siebie:
-Dzieci z poza siódemki a jednak zdecydują o losie Olimpu.
-Cześć-mruknął chłopak.
-Może kiedyś jeszcze się zobaczymy, Nico.
I poszedł. Nigdy więcej go nie zobaczyłam, aż do teraz. W uszach dzwięczał mi głos mężczyzny ,,W sytuacji zagrożenia życia,,. To on.
Ocknęłam się. Łzy spłynęły mi po policzkach. Nico pochylił się nademną.
-Wszystko w porządku?
-Zagrożenia życia- mruknęłam-Idź po broń
-Co?
-Szybko -wyjęłam z torebki gaz pieprzowy i ukazała się włócznia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)