Rozdział dedykuję dwóm bliźniaczką, które potrafią wkurzać ludzi. To one namówiły mnie do napisania rozdziału. Ala mnie wkurza, a Patrycja kupiła Krew Olimpu.
Ze statku( tego drugiego) wyszli... A może raczej wyszły. Mniejsza, wyszło delfiny. Takie delfiny z nogami i rękoma.
-Telechiny-pisnęła Piper
-Tele-coś-tam?- spytałam
-Jak miło!-powiedział mężczyzna wychodzący z pod pokładu
-Znowu mamy wezwać Dionizosa?
-Ha ha ha ha. Dionizos jest uwięziony w Gaji!
-W Gaji? Czy Gaja nie jest aby boginią...
-Nieuchhhhhhhhhaaaaa- wydał z siebie dziwny odgłos- Gaja to nie bogini! Gaja to ziemia! Ona chce wytępić bogów.
-Okej. Nie wściekaj się, ziemia nie bogini.
-A ty kim jesteś?-zapytał zdziwiony- Ach no tak Gaja mi wspominała. Potężna córka bogini plonów, Gaja i twoja matka macie wiele wspólnego.
-Co ty gadasz! -złapałam się za głowę-Ja chcę do domu-,, Ty nie masz domu,, ,,Dzięki mózgu,,
-Drogie dziecko jeśli chcesz przeżyć przejść na naszą stronę. Ziemia zastąpi ci matkę.
Komuś wreszcie mogę być potrzebna. Mogę mieć mamę. Mogłabym mieć normalne życie... Ech czego ja się spodziewam po ziemi. Pewnie będę mieszkała pod piachem. Ona chce zniszczyć cały świat. Zniszczyć to co dla mnie najważniejsze, zniszczyć rośliny.
Opuściłam włócznie, aby wrogowie stracili czujność. Podeszłam bliżej. Dowódca uśmiechnął się, gdy byłam już blisko dźgnęłam go włócznią.
Niestety (, lub na szczęście) miał dobry refleks. Zatrzymał mój cios mieczem. Nie spodziewał się tylko, że prysnę mu gazem pieprzowym w twarz.
Złapał się za oczy. Wrzasnął przeraźliwie i upadł na kolana.
-Zapłacisz za to! Zabić ją!
Wszystkie telechiny zwróciły się w moją stronę. Blondynka zdusiła okrzyk. Brzmiało to jakby krzyczała Ziya. Podbiegła do czarnowłosej dziewczyny związanej liną i leżącą na drugim pokładzie. Po drodze roztrzaskała kilka delfinów. Chłopak podobny do Frankensteina imieniem Frank odepchną mnie w stronę kajut.
-Uciekaj!
-Taaa... A co jeśli zginiecie, ja nie umiem sterować tym czymś- wskazałam na statek
Wtedy trójka koni (Mroczny, Szarlotka i Grom) zaczęły atakować wrogów. Uśmiechnęłam się do siebie. W tym momencie Mroczny znokautował ich przywódcę, który krzyknął:
-Ała moje plecy!
Było to dziwne bo mroczny przywalił mu z kopyta w głowę. To wcale nie było śmieszne! No może trochę. Co do naszych końskich przyjaciół możliwe, że by sobie nie poradzili gdyby nie blondynka i czarnowłosa dziewczyna.
Ciemnowłosa miotała kulami ognia rozgrzanymi tak mocno, że z odległości parunastu metrów paliły mnie w twarz. Blondynka strzelała egipskimi hieroglifami:
-Hui, Mach, Mu, Hedżi.
Byłam tak zafascynowana tym widokiem, że nie zauważyłam trójki dolfino-ludzi z linami. Rzucili się na mnie. Szamotałam się, ale byli ode mnie silniejsi. Nieśli mnie, jeśli można tak powiedzieć, ciągnęli mnie w stronę statku.
Próbowałam krzyczeć ale zatkali mi usta szmatką. Wierciłam się, ale nic to nie dawało. Wreszcie krzyknęłam tak głośno na ile pozwalała mi szmatka.
Glony jakby na mój rozkaz wyskoczyły z wody i wciągnęły tam delfiny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz