-Zaczekaj, czyli jestem córką tej Deme-coś-tam?
Wszystkie oczy zostały zwrócone w moją stronę. Annabeth podniosła brew z oburzeniem.
-Zwracasz się do nich?- machnęła ręką w stronę odpływającego statku wypełnionymi delfinami.
Ocknęłam się. Przecież przed chwilą leżałam w sali szpitalnej. Nikogo tam nie było! Jak znalazła się na górze pokładu!
-A poza tym przekręciłaś imię bogini. Demeter będzie zła- trajkotała- Mówiłam, że lepiej będzie ją zostawić w tym sierocińcu! Ześle na nas gniew bogów! O bogowie!- podniosła głowę do góry- Ja w wybryki tej młodej się nie mieszam! Tego jeszcze brakowało, żeby była córką Demeter!- uśmiechnęła się słodko do Percy`ego.- Może ją zostawimy, ona może być niebezpieczna!
-Ann, co z tobą?- zapytał jej chłopak- Nigdy się nie złościłaś gdy ktoś, czytaj ja, przekręcał imię bogini.
-A co niby robiłam?!- zapytała wściekła.
-Przewracałaś oczami i poprawiałaś, a poza tym od kiedy trzymasz stronę Demeter? Zawsze mówiłaś, że jest ci obojętna, ale za nią nie przepadasz.- odpowiedziała mu milczeniem- A właściwie to mówiłaś, żeby ją wziąć ze sobą.
Mruknęła coś niewyraźnie.
-Słucham?
-Najwidoczniej się pomyliłam!
-Ann, co się dzieje.- pisnęła Piper- nigdy się nie przyznawałaś tak łatwo do błędu! Dlaczego się tak na nią uwzięłaś? Przyznam, że też za nią nie przepadam- mi się wydawało czy spojrzała przelotnie na Jasona- ale to nie powód, żeby się tak na niej wyżywać. Co do argumentu się nie zgadzam. Nie zrobiła nic co mogłoby ściągnąć na nas gniew bogów. Kto jak kto, ale dziwię się, że ty tak powiedziałaś. Kto naraził się Herze. A Percy, na niego nigdy nie krzyczałaś, że ściągnie na nas gniew bogów.
-Percy się nie naraża!
-A co z Hadesem, Zeusem czy Aresem.
-Percy- zamrugała zalotnie- wyrzuć ją ona może być naprawdę niebezpieczna.
-Nie wierzę- powiedział z niedowierzaniem Frank
-Wszystko dobrze? Może masz gorączkę?
-Co z tobą dziewczyno! Zawsze mówiłaś, że zaloty Afrodyty są bezsensowne, a teraz sama ich używasz- powiedziała córka powyżej wymienionej bogini. Nagle zacisnęła mocno powieki i prawie upadła, ale złapał ją jej chłopak.
-Wszystko w porządku?
-Tak, doskonale- uśmiechnęła się grzecznie doskonale unikając jego wzroku- o czym to ja ....? Ach tak. Jak już mówiłam nie używaj tego rodzaju magii bo nie jesteś na tyle ładna, żeby zadziałał.
-Pipes, co ty?- Jasona zamurowało. Ha, ha, ha
-Jason, przecież nie zaprzeczysz. Może gdyby rozczesała te rozczochrane włosy... - Nie dokończyła bo Annabeth rzuciła się na nią.
Nie można było ich od siebie odciągnąć. Z nieudanych prób wyszły tylko siniaki i podbite oko Percy`ego. Zaczynało się to robić niebezpieczne, bo Annabeth miała znaczną przewagę i na pewno nie zamierzała ustąpić. Zastanawiałam się co robić i podjęłam decyzję, gdy było za późno.
Chciałam popchnąć Piper do wody. Percy na pewno by ją uratował, a Ann dałaby spokój. Niestety blondynka kopnęła z kolana w brzuch dziewczynę i córka Afrodyty plunęła krwią Podjęłam ostateczną decyzję.
Wzięłam opaskę i zamieniłam ją w miecz. Cichaczem podeszłam do dziewczyn i przygotowałam się do ciosu, ale Piper podwinęła mi nogę.
-Nie potrzebuję twojej pomocy!- krzyknęła. Szarooka dziewczyna utkwiła oczy w mieczu.
Piper strzeliła jej z liścia, a ja w ostatniej chwili łupnęłam Ann w łep, a ona straciła przytomność.
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
6 Rozdział ,,Mam coś nie tak z głową,,
Moja dedykacja dla Patrycji : jeśli jutro nie dostaną Krwi Olimpu to cię uduszę.
Upadłam. Czułam ogromne wyczerpanie, ale jednocześnie wielką moc.
~Ona chce was zniszczyć - powiedziałam w myślach. Nie liczyłam, że mnie zrozumieją. Powiedziałam to by dodać sobie otuchy.
~Co mamy zrobić?- zapytał męski głos.
~Kim jesteś?
~Twym wiernym sługą pani.
~ Kapitanie Dzwoneczek- rozległ się kobiecy melodyjny głos- to nie Demeter. Pogódź się z faktem, iż pani o tobie zapomniała.
~Więc kim jest ona?
~ Jestem... -niedane mi było dokończyć.
~To jest jej córka, Nina.
~Jestem...
~Potężna osobowość!- zachwycała się- ma moc większą niż jakikolwiek półbóg, lecz niestety tam moc nie nadaje się do walki z olbrzymami czy innymi wielkimi stworami.
~Nie jestem Nina tylko Saly. Choć możliwe, że jestem córką Demeter.
~Jak to Saly.- oburzył się kapitan.
~No z tego co wiem to nazywam się Saly.
~ Takie młode damy jak ty nic nie wiedzą.-ofuknęła mnie kobieta- Nic nie wiedzą, a podważają moje zdolności.
~Każdemu zdarzy się pomylić- powiedziałam
~Mi nie- wykrzyknęła- byłam drugą sekretarką twojej matki, więc ja się nie mylę.
~Dlaczego drugą?
~Och, dobrze, że spytałaś. Pierwszą była jej córka Liza. Śliczny kwiatuszek, dosłownie była Chryzantemą. Matka ją kochała i dała jej tę fuchę ale ja i tak wszystko robiłam.
~Nie chcę ci przeszkadzać, ale mam przeczucie, że wszyscy zaraz zginiemy i prosiłabym o pomoc. A tak w ogóle dlaczego z tobą rozmawiam?
~Ech, no tak. Później ci wytłumaczę. Musisz wydać wyraźny rozkaz w liczbie mnogiej.
~Pokonajcie ich!
~ Wyraźny...
~Zwiążcie ich!
~Kapitanie Dzwoneczek otrzymaliśmy rozkazy.
Już po paru sekundach wszyscy byli związani. Ja oczywiście cały czas leżałam na deskach próbując odzyskać siły.
*
- Wszystko w porządku?- spytał Percy w sali szpitalnej.
-Tak, wiesz bo chciałabym zostać sama i przemyśleć to wszystko.
-Rozumiem, to dla ciebie coś nowego.
Powiedziawszy to wyszedł.
~Hej ty kapitanie dzwoneczek!
~Do twych usług pani.
~Gdzie ta twoja sekretarka?
~ Tulipan choć tu!- Tulipan ?! Co to za imię Tulipan.
~Tak kapitanie dzwo... Och obudziła się?
~Masz mi wszystko wytłumaczyć!
~Dziecko, chodzi oto, że Demeter jest boginią roślin. Trzy tysiące lat temu była w pełni sił. Wtedy ludzie dowiedzieli się o plonach. Ale teraz ludzie wszystko robią sami i myśl, że nie potrzebują bogów, absurd. W tamtych czasach jej dzieci były potężne jak nigdy. Były nieprzewidywalne i każde dostawał o opiekunów takich jak my. Twierdzono, że to były wiedźmy, absurd. Teraz jej dzieci są słabe i nie mają opiekunek, nie to co ty! Jesteś potężna i silna. Najwspanialsza! Nie bez przesady.
Upadłam. Czułam ogromne wyczerpanie, ale jednocześnie wielką moc.
~Ona chce was zniszczyć - powiedziałam w myślach. Nie liczyłam, że mnie zrozumieją. Powiedziałam to by dodać sobie otuchy.
~Co mamy zrobić?- zapytał męski głos.
~Kim jesteś?
~Twym wiernym sługą pani.
~ Kapitanie Dzwoneczek- rozległ się kobiecy melodyjny głos- to nie Demeter. Pogódź się z faktem, iż pani o tobie zapomniała.
~Więc kim jest ona?
~ Jestem... -niedane mi było dokończyć.
~To jest jej córka, Nina.
~Jestem...
~Potężna osobowość!- zachwycała się- ma moc większą niż jakikolwiek półbóg, lecz niestety tam moc nie nadaje się do walki z olbrzymami czy innymi wielkimi stworami.
~Nie jestem Nina tylko Saly. Choć możliwe, że jestem córką Demeter.
~Jak to Saly.- oburzył się kapitan.
~No z tego co wiem to nazywam się Saly.
~ Takie młode damy jak ty nic nie wiedzą.-ofuknęła mnie kobieta- Nic nie wiedzą, a podważają moje zdolności.
~Każdemu zdarzy się pomylić- powiedziałam
~Mi nie- wykrzyknęła- byłam drugą sekretarką twojej matki, więc ja się nie mylę.
~Dlaczego drugą?
~Och, dobrze, że spytałaś. Pierwszą była jej córka Liza. Śliczny kwiatuszek, dosłownie była Chryzantemą. Matka ją kochała i dała jej tę fuchę ale ja i tak wszystko robiłam.
~Nie chcę ci przeszkadzać, ale mam przeczucie, że wszyscy zaraz zginiemy i prosiłabym o pomoc. A tak w ogóle dlaczego z tobą rozmawiam?
~Ech, no tak. Później ci wytłumaczę. Musisz wydać wyraźny rozkaz w liczbie mnogiej.
~Pokonajcie ich!
~ Wyraźny...
~Zwiążcie ich!
~Kapitanie Dzwoneczek otrzymaliśmy rozkazy.
Już po paru sekundach wszyscy byli związani. Ja oczywiście cały czas leżałam na deskach próbując odzyskać siły.
*
- Wszystko w porządku?- spytał Percy w sali szpitalnej.
-Tak, wiesz bo chciałabym zostać sama i przemyśleć to wszystko.
-Rozumiem, to dla ciebie coś nowego.
Powiedziawszy to wyszedł.
~Hej ty kapitanie dzwoneczek!
~Do twych usług pani.
~Gdzie ta twoja sekretarka?
~ Tulipan choć tu!- Tulipan ?! Co to za imię Tulipan.
~Tak kapitanie dzwo... Och obudziła się?
~Masz mi wszystko wytłumaczyć!
~Dziecko, chodzi oto, że Demeter jest boginią roślin. Trzy tysiące lat temu była w pełni sił. Wtedy ludzie dowiedzieli się o plonach. Ale teraz ludzie wszystko robią sami i myśl, że nie potrzebują bogów, absurd. W tamtych czasach jej dzieci były potężne jak nigdy. Były nieprzewidywalne i każde dostawał o opiekunów takich jak my. Twierdzono, że to były wiedźmy, absurd. Teraz jej dzieci są słabe i nie mają opiekunek, nie to co ty! Jesteś potężna i silna. Najwspanialsza! Nie bez przesady.
Subskrybuj:
Posty (Atom)