czwartek, 2 października 2014

Rozdział 4 ,,Mam odloty w których widzę Nico,,

 Wybaczcie, że tak długo zwlekałam (choć i tak mało osób ogląda mojego bloga) z kolejnym postem. Miałam wyjazd po powrocie zachorowałam, a potem miałam zaległości w szkole, a jakby tego było mało tata dał mi karę :(. Żeby wynagrodzić tym paru osobom które czytają mojego bloga mam dla was niespodziankę. W ciągu tygodnia na pewno się pojawi, a jak nie to możecie mnie zaatakować łyżeczką.





W jej ręce rozbłysł ogień i pojawiła się laska. Wyciągnęła rękę w górę. Czekaliśmy co zrobi dobre parę minut. W końcu w jej dłoni pojawiła się torba.
 Otworzyła teczkę i wyciągnęła... Kość. Skierowała ją w stronę chłopaka.
-Mu- Nad jego głową rozbłysły hieroglify, a w jego twarz dmuchnął mocny prąd wody. Chłopak stał jakby niewzruszony.-Jak to?! Prąd wody powinien cię rozszarpać.
 Niski chłopak imieniem Leo zaczął się śmiać.
-Droga pani, Percy Jackson jest wodoodporny.Może postaraj się go podpalić.
 W jej oczach rozbłysł gniew. No pewnie ,,nikt nie będzie ze mnie szydził,,. Skierowała rękę w jego stronę.
-Mach- Biedak podpalił się. Nikt nie biegł mu z pomocą.
 Dziewczyna o imieniu Piper zaatakowała ją od tyłu i wyrwała laskę i kość.
-Uspokój się. -krzyknął Percy- Powiem ci co wiem.
 I zaczął opowiadać jak to spotkał go na Long Island.
-Mój dom atakował ogromny wieloryb.
-Ach. Krokodyl!!!-krzyknęła mu do ucha Annabeth tak głośno, że aż odskoczył.
-No i z nim walczyliśmy- kontynuował- To wszystko
 Nagle ogromny statek wpadł na nasz okręt. Starałam się utrzymać równowagę i pewnie udało, by mi się gdyby nie fakt, iż moja noga nie była do końca sprawna.
 Wpadłam na chłopaka który wcześniej siedział pod pokładem.
-Wybacz- Próbowałam przekrzyczeć skrzek mew.
  W tym momencie skojarzyłam sobie tego chłopaka. Nie byłam pewna czy to on ale... Nie, to musiał być on.
 Przypomniałam sobie tamtego mężczyznę w czerni, to jak na mnie patrzył. Jakbym była najgorszym co go w życiu spotkało. To jak wymówił to imię.
 Zamknęłam oczy i upadłam. Wbrew własnej woli zasnęłam. Przyśnił mi się sen. Uwięziona w wyobraźni mojego umysłu poczułam się tak beztrosko jakbym znowu miała osiem lat. Zaraz, ja miałam osiem lat.
 Wszystko powróciło, te wspomnienia. Siedziałam w moim pokoju w sierocińcu z chłopcem. Graliśmy w karty. Magia i Mit to była jego ulubiona gra. Miał dziesięć lat.
 Wtedy do pokoju weszła jego siostra Bianca. Za nią stał mężczyzna ubrany na czarno. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem. Wtedy wypowiedział słowa których do dziś nie rozumiem.
-Nina- wycharczał- Moja siostra nie dotrzymała obietnicy. Ale nie martw się i tak zginiesz.
 Wtedy Bianca powiedziała:
-Nico, musimy iść.
-Ale jeszcze nie skończyliśmy gry.
-Choć synu. Pisane jest wam jeszcze się spotkać w sytuacji zagrożenia życia.
 A następnie mruknął coś do siebie:
-Dzieci z poza siódemki a jednak zdecydują o losie Olimpu.
-Cześć-mruknął chłopak.
-Może kiedyś jeszcze się zobaczymy, Nico.
 I poszedł. Nigdy więcej go nie zobaczyłam, aż do teraz. W uszach dzwięczał mi głos mężczyzny ,,W sytuacji zagrożenia życia,,. To on.
 Ocknęłam się. Łzy spłynęły mi po policzkach. Nico pochylił się nademną.
-Wszystko w porządku?
-Zagrożenia życia- mruknęłam-Idź po broń
-Co?
-Szybko -wyjęłam z torebki gaz pieprzowy i ukazała się włócznia.

2 komentarze:

  1. Twoje opowiadanie jest bardzo ciekawe! Czekam na ciąg dalszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje. Mam nadzieję, że ciąg dalszy też ci się spodoba.

      Usuń