wtorek, 9 grudnia 2014

Rozdział 11 Wredna kłamczucha i mąż przebrany za żonę?

    Miała rację. Obudziłam się na jakiejś wyspie. W powietrzu grzmocił jej głos.
-Ty ich znasz, oni ciebie nie... Tylko do momentu, gdy zobaczyłaś kość wystającą z twojej nogi. Później spadłaś, bo zemdlałaś. Twoja matka stworzyła tę halucynację, żebyś wiedziała jak ci herosi musieli żyć i przygotowała się na najgorsze. Nigdy ich na prawdę nie poznałaś. Gaja śpi jak już mówiłam. Leon Valdez jest na tej wyspie, a nie na statku. Oni myślą że on nie żyje.Leon poleciał na swym smoku ze swoją ukochaną nimfą, ale Kalipso zapomniała swojego ulubionego kwiatka- księżyczkę.
    Nic nie rozumiecie? Spoko ja też. Podniosłam się. Rzeczywiście zobaczyłam smoka, jakąś dziewczynę i syna Hefajstosa. Nic nie rozumiałam, chciałam się stąd wydostać. Podbiegłam na okaleczonej nodze. Właśnie. Okaleczona noga. Kiedy sobie o tym przypomniałam upadłam z bólu. Jeśli była to halucynacja Jason nie nastawił mi kości. Jaka ja jestem głupia... Nastawić wystającą kość(to wszystkim przeszkadzało, prawda? Więc proszę naprawiam swój błąd. Wystającej kości nie da się nastawić). Zaciemniło mi się przed ozami. Co jeśli zostanę kaleką. Tu nie ma szpitala.  Nikt tego nie zoperuje.
-Przepraszam! Nie chcę przeszkadzać, ale ja tu umieram!- dobra może trochę przesadziłam.
-Co to?- spytała dziewczyna, zapewne Kalipso. Dzięki Kalipso.
-Ech, chyba kto- powiedział Leo
-Kto? To... Och jetem głupia. Nie widziałam takich jak ty od trzech tysięcy lat.
    Trzech tysięcy lat? No, wydaję mi się, że ma 15. Przy najmniej na tyle wygląda. Podała mi rękę, czy ona nie widzi tej kości wystającej z mojej nogi?
-Kobieto ja umieram! Zostanę kaleką! Zabieraj tę łapę!
    Możecie mówić, że zareagowałam za ostro, ale na Zeusa (zaczynam mówić jak Grek) mogę zostać kaleką, a  nawet się wykrwawić, ale nie! Ona z tym swoim głupkowatym uśmieszkiem na twarzy podaje mi dłoń.
-Kalipso, myślę, że mogłabyś jej pomóc.
-Leo, ty nic nie rozumiesz! Zeus się zlitował nade mną! On ją tu zesłał, bo ktoś musi tutaj zostać!
-Czyli ona ma zostać na Ogygi?
-Nie, nie, nie, nie, nie ja tutaj nie zostanę!
    Mrugnęłam, mocno zacisnęłam powieki, chcieli, żebym została na jakiejś wyspie, gdy otworzyłam oczy ani dziewczyny, ani wyspy, ani Leona nie było, był tylko lodowy pałac, a na środku komnaty stała lodowato uśmiechająca się Chione.
-Co się stało?
-Moja droga, żadnego boga ani bogini nie interesuje czy przeżyjesz. Uwierzyłaś, że któryś z bogów mógłby chcieć uratować ci życie? Lubię bawić się dziecieńcymi umysłami. Żartowałam! A teraz wstawaj! Idziemy do naszego pana.
-Gaji?!
-Ech, nie. Do Uranosa.
-Wcześniej mówiłaś, że do Gaji.
-Tak, ale Uranos przybrał formę Gaji! Jej wszyscy  ufali i myślał, że jeśli tak postąpi to będą myśleli,  że służą Gaji, będą służyli mu!
    Spojrzałam na nią krzywo. Czy ona sądzi, że ja jestem głupia. Miałam na historii mitologię grecką. Uranos został pocięty na kawałki i wrzucony do Tartaru. Kronos, aby się odrodzić potrzebował paru lat. Gaj krwi herosów, a on tak po prostu. BUM! ,,Cześć wszystkim odrodziłem się i będę niszczył świat,,. To dziwne.
    Poczułam, że od moich myśli włamuje się dziwna siła. Nagle zechciałam wejść na Olimp, znaleźć matkę i trzasnąć jej z liścia za zabicie mojego ojca.Miałam ochotę wstąpić do samego Zeusa i nawywrzeszczeć (jest takie słowo?) mu jaki jest okropny, że nie upilnował Demeter.
    Ta siła tak mnie wypełniała, że miałam odwagę zejść do samego podziemia. Nakrzyczeć na Charona, że przewiózł mojego tatę na drugi brzeg . Odwiedzić Tanatosa i wyrzucić z siebie, że to jego wina! Zejść w dół i odwiedzić Hadesa, który mógł temu zapobiec. Zeszłabym na samo dno Tartaru, jeśli bym musiała, i znalazła ojca, aby powiedzieć, że jestem na niego wściekła.
    Tym uczuciem była zemsta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz