poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 9 Ann się mści

    Pani w zielonej szacie szła po komnacie niezadowolona.
-W jaki sposób mogliście dać się pokonać! Nawet wielki Perseusz Jackson nie dał rady was powstrzymać!
-Wybacz pani, ale zaskoczyła nas.
-Tak, tak- potakiwały delfiny
-Was, was wszystkich! Jedna córeczka bogini! Już większe zagrożenie stanowi ten cały syn Marsa.
-Ale pani, ona jest potężna.
    Gaja sapnęła głośno i zagryzła wargę.
-Pewnie, że jest potężna. To córa tej, która stworzyła pory roku, mojej ulubionej wnuczki. Nie sądzisz jednak, że syn Jupitera, Hadesa czy Posejdona są potężniejsi
    Wszyscy milczeli. Owszem wszyscy, prócz wysokiej pięknej kobiety w ubogiej białej sukni.  Patrzyła na podłogę i nieśmiało spytała.
-Matko, czy eldojony wykonują swą pracę?
-Oczywiście- odparła poddenerwowana- ale dlaczego zwracasz się do mnie matko?
-Gdyż nią jesteś.
-Zapomniałaś, że jesteś wydziedziczona?
-Gniewasz się na mnie już czwarte tysiąclecie!
-Nie podnoś głosu!
-Odwal się!- odwróciła się, aby wyjść, ale matka ziemia złapała ją za rękę i wygięła do tyłu. Z gardła młodej kobiety wydarł się krzyk.
-Szacunek, szacunek, jest ważny. Przeproś. Padnij na kolana.
-Chyba robisz sobie jaja!- i rozpłynęła się w mgłę.
    Gaja uśmiechnęła się szyderczo. Machnęła dłonią i mglista dziewczyna znowu się pojawiła.
-Wiesz jak Zeus ukarał Prometeusza. Przykuł go do skały, to było najgorsze w jego każe. Nie ten  ból, który sprawiał orzeł wyrywający wątrobę tylko upokorzenie. Mogłabym cię zabić mimo, że jesteś nieśmiertelna. Skazać na wieczne potępienie w Tartarze. Byłoby to śmierć bezbolesna, a ona ma boleć. Gdyby to miało boleć trwałoby wiecznie, ale gdzie upokorzenie? Mam potężną moc, potężniejszą od bogów i mogę wymyślić coś oryginalnego, ale nie chcę. Masz w sobie moją krew, mój ichor. Na Początek mnie przeprosisz i wypełnisz polecenie.
-Choćbym miała trafić do Tartaru, nigdy tego nie zrobię.
-Wedle życzenia moja droga, wedle życzenia.- dziewczyna znikła
-Pani czy elodony nie przysięgały córce Afrodyty, że nigdy więcej nie opanują ciała nikogo z załogi?
-Owszem, na Styks.
-Czy więc mogą tak...
-Mogą, mogą... Styks jest żyłą tego głupca Tartara. On ustala zasady.
-Głupca?
-Oczywiście, że głupca. Sądzi, że ja Gaja mająca możliwości wszelakie mogłabym zakochać się w kimś takim. Więc jak się spisują elodony?
-Tak jak trzeba!- zatarł chytrze ręce
-Doskonale, teraz niech przez przypadek poddadzą jej pomysł. Będę mieć nową jolalną córkę.


***

    Obudziłam się w sali szpitalnej. Znowu. Rozejrzałam się do okoła, ale łzy w oczach nie  pozwalały mi cokolwiek zobaczyć. Ktoś mocno złapał mnie za ramię. Spróbowałam się wyrwać, ale uścisk był mocny.
-Wygrywałam!-syknęła-a ty mi przeszkodziłaś. Pokazałabym tej laleczce Barbie kto tu rządzi!
-Annabeth, co się z tobą dzieje? Krótko cię znam, ale myślałam, że jesteś rozsądna. Twoja matka na pewno byłaby domna.- ścisnęła mnie jeszcze mocniej.
-Mojej matki w to nie mieszaj! Jak się z tobą policzę to będziesz wiedziała, że MI się w drogę NIE wchodzi.
    Głośno perzełknełam ślinę. Wiedziałam, że się nie zawacha. W gardle stenęła mi gula strachu. Zebrałam wielkie zasoby śliny i połknęłam gulę. Dziwnie smakowała, coś jak wymiociny z majonezem. Wiem obrzydliwe.
    Znałam wiele horrorów i wiedziałam, że jeśli blondynna złapie mnie za gardło nie dam rady  wezwać pomocy, a gdy zacznę krzyczeć nikt mnie nie usłyszy. Nogę miałam chorą i trudno mi było uciec. Pozostawało tylko jedno rozwiązanie...

2 komentarze:

  1. Fajne, fajne.
    Bardzo dobrze zrobiłaś dając fragment z Gają , był ciekawy
    Zaintrygowałaś mnie tą boginką/tytanką, córką Gai
    Uuuuu...Annabeth wkracza do akcji, może (i zapewne będzie) ciekawie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki, dzięki
    nie miałam pomysłu co napisać, no tak jakoś wyszło.
    niestety dalszy ciąg będzie się dział gdzie indziej i An tam nie będzie. Za to będzie Thalia

    OdpowiedzUsuń