Spod łóżka wyciągnęłam reklamówkę. Ostrożnie wypakowałam jej zawartość do torebki. Uwierzcie mi nie chcielibyście nadziać się na jej zawartość.
Zbiegłam po schodach i przeszył mnie ogromny ból w kolanie. Skutek upadku ze schodów. Podczołgałam się do śnieżnobiałej szafki gdzie były pochowane wszystkie prezenty.
Wygrzebałam dwa opakowania z moim imieniem. Rozszarpałam pudełko. Skarpetki. Czyli to było w drugim opakowaniu. Podniosłam je i pokuśtykałam na jednej nodze do okna.
Poprosiłam o pomoc. Chłopak z poprzedniego lecącego pegaza pomógł mi wsiąść na konia Jasona.
Szarooka dziewczyna z przerażeniem stwierdziła, że krwawię w miejscu gdzie się uderzyłam. Tył głowy miałam cały zakrwawiony. Podciągnęłam nogawkę. Kość wystawała mi z nogi.
Jason zaproponował, że nastawi mi kość. Ból przeszył całe moje ciało. Jak najszybciej chciałam otworzyć mój prezent.
Zawartość trochę mnie zdziwiła. Zwykle dostawałam inne rzeczy. Gdy pytałam o ich pochodzenie, każdy się wypierał.
Kiedy miałam pięć lat dostałam gaz pieprzowy. Działał normalnie. Naciskałam guzik i leciał gaz. Jego zawartość nigdy się nie kończyła.
Gdy wyginałam guzik ukazywała się włócznia. W wieku siedmiu lat dostałam szczotkę. Czesałam się nią, ale kiedy pociągnęłam za rączkę ukazywał się sztylet.
Dziesięcioletnia ja dostała opaskę, ale gdy ją celowo potarłam w trzymałam w dłoni miecz.
To właśnie było pod łóżkiem.Wszystko było złote lub pozłacane.
Otworzyłam pudełeczko. Były tam miodowe (jak myślałam) pastylki i trzy fiolki z zielonym płynem, oraz złocisty napój.
Annabeth ( szarooka dziewczyna) wytłumaczyła mi, że pastylki i złocisty płyn to nektar- napój bogów. Dla ludzi śmiertelny. Dla półbogów w małych ilościach leczniczy, w dużych... Lepiej nie mówić. Zielony płyn to grecki ogień. Płonie nawet pod wodą.
Na tych koniach polecieliśmy do statku Agro II. Czekali tam na nas dwoje chłopców i dziewczyna.
Jeden z chłopaków był nie wysoki. Miał może z metr siedemdziesiąt. Czarne kręcone włosy były w nieładzie, parę kosmyków opadało mu na czoło. W jego brązowych oczach widać było szaleństwo.
Drugi był bardzo wysoki. Miał prostokątną twarz co czyniło go podobnego do Frankensteina. Obcięte na rekruta włosy dodawały mu powagi, choć zachowywał się jak dzieciak.
Dziewczyna była blondynką. Na swój sposób była śliczna. Końcówki włosów pofarbowane były na czarno. Jak tłumaczyła maluje końcówki na kolor przypominający jej nastrój.
Wytłumaczyła, że przez ostatni rok kolor schodzi coraz ciemniej. Czułam, że jej błękitne oczy przewiercają moją duszę.
-To jak się nazywasz?-Spytałam
-Nic nie powiem dopóki nie dowiem się gdzie mój brat i Walt
-Mówię ci, że nie znamy żadnego Cartera ani Walta Krzyczała Annabeth
Zerknęłam na Percy'ego (chłopaka, który jechał na czarnym koniu) zaciskał usta jakby bał się, że coś wygada.
-Percy coś wie-Palnęłam. Czasami jestem na prawdę tempa. Skoro o tym nie mówił nie chciał tego powiedzieć-Chyba.
Oczy wszystkich zostały skierowane na niego.
-Wiesz coś to mów!-warknęła głośno blondyna- Albo zrobię z ciebie miazgę.
-Ty ze mnie- Zaśmiał się szorstko i niepewnie- Co ty mi możesz zrobić?
Dziewczyna wyciągnęła rękę do przodu i krzyknęła:
-Hekat
O widzę, że czytałaś Kroniki Rodu Kane! Fajnie!
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy i rozwój wydarzeń.
P.S. Nie źle się dziewczyna poobijała. Czy z krwawiącą głową nie jedzie się do szpitala? I chyba jak z nogi wystaje kość to się jej nie nastawia...
Nie mam co robić bo czekam na krew olimpu.
OdpowiedzUsuńNajpóźniej będzie za trzy dni.
Tak i co powiesz na pytanie gdzie są rodzice? Nie może przyjść bo jest na spotkaniu na Olimpie.
Tego nie wiem.
No tak, ale chodzi mi na to, że to na tyle poważna, rana, że powinni jej zrobić opatrunek...
OdpowiedzUsuńMożliwe...
OdpowiedzUsuńRozdział fajny ,ale za krótki . Zapraszam do mnie .
OdpowiedzUsuńdziękuje, no wiesz co :(. OK
Usuń