niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 8 Ryczę, bo MATKA ZABIŁA MI OJCA

Posłuchałam się Ari (czy jak to się tam odmienia) i w tytule nie zrobiłam cudzysłowu (czy cudzysłowia). Może zacznę od tego, że kochana Patrysia na wrzeszczała na mnie, bo walnęłam Ann. Okej. Jak teraz na to patrzę to można by było uderzyć Piper. Nie będę nikogo przepraszała, bo mam wobec Ann inne plany.Długo nie było rozdziału i pewnie nikt za tym nie rozpaczał (tak jak ja). Z tego co wiem niektóre osoby czytają mojego bloga, ale nie zostawiają komentarzy. NIECH WAS TARTAR POCHŁONIE!!!!!!!!!! Dobra, może trochę przesadziłam, ale nawet jeśli nie macie konta google i tak możecie zostawić komentarz. Nie musicie się jakoś zbytnio rozpisywać. Chcę tylko wiedzieć ile osób czyta moje (nie) arcydzieła. Tyćkę się rozpisałam, ale nie będę zanudzać.
-Co ty robisz?! Dałabym sobie radę!-wrzeszczała Piper
    Przyklękłam przy niej i zrobiłam współczującą minę.
-Wybacz- powiedziałam- ale nie.
    Delikatnie ujęłam ją pod brodę (czułam się jakby ktoś przeze mnie przemawiał, nie wiedziałam co robię i nie miałam nad sobą kontroli) , a moja stara przyjaciółka  się odezwała
~Złotko uważaj na niego!
~Chyba na nią
~Nie, nie to eladojon (jak to się pisze?) opanował jej ciało! Tak przypuszczam. Spójż w jej oczy. Czy są fioletowe?
~Nie. Są krwisto czerwone.
~Ojej, to źle. Ejlajdony są pod władzą Gaji. To bardzo źle.
    Zerknęłam w jej oczy. Czerwone i pełne gniewu, oraz nienawiści wpatrywały się we mnie przewiercając duszę z rządzą mordu.. Wstałam ciągnąc ją w górę. Opanowała mnie ogromna siła.. Złapałam ją za ramiona i rzułciłam o pokład.
-Co ty robisz! - krzyknął jej chłopak
- Wypędzam potwora.
    Poczułam wirowanie w głowie. O NIE! ZNOWU! Upadłam i, zasnęłam i byłam gdzie indziej. Rozumiałam, że jakaś nadludzka siła od początku mojego pobytu na tym statku specjalnie mnie usypała, aby mi coś przekazać.
    To był różowiutki dziecięcy pokój, pełna pluszaków i lalek. Na środku siedziała na oko cztero-pięcio letnia dziewczynka. W kącie siedzieli mężczyzna i kobieta. Od kobiety czuć było emanującą moc. Zerknęła na dziewczynkę ze szczerym współczuciem.
    Podeszła do malej i czule pogłaskała ją po włosach. Dziecina miała białe oczy, kobieta również. Spojrzałam w lustro, także miałam białe oczy. Za oknem była zima. Więc wszystko jasne.
-Musisz ją oddać- powiedziała
-Proszę, pozwól mi ją zatrzymać- błagał mężczyzna.
-To twój obowiązek! Nie dasz rady jej powstrzymać! Ma zbyt potężną moc.
_ Poradzę sobie. Inni półbogowie zostają z rodzicami!
-Ona jest inna! Gdy zaatakują ją potwory to sobie nie poradzi.
-Mówiłaś, że jest potężna
-Ma potężną moc, ale nie jest potężna.
-Nie rozumiem.
-I nigdy nie zrozumiesz! Jesteś śmiertelnikiem. Nie interweniuj w sprawy ponad ludzkie!
-Nagle się nią interesujesz?! Gdzie byłaś przez te cztery lata?!
-Cztery lata i dziewięć miesięcy- opowiedziała oschle
-Nie ważne! To moja Ninuś! Nie oddam jej!
-Nina. Ograniczmy się do zwykłego Nina- w jej głosie było coś szorstkiego, odpychającego, zimnego. Mimo wszystko wyczuwalny był smutek. Nutka smutku, która wszystko zdradzała. Kochała dziewczynkę, która chyba była jej córką i nie mogła pogodzić się z tym, że musi ją opuścić.
-Nie zmieniaj tematu! Nie oddam jej to moja córka!
-Zacznijmy od tego, że oddasz ją do sierocińca. Powiesz, że nazywa się Saly.
-Dlaczego akurat Saly?
-Och, mój brat Posejdon. Przegrałam zakład. Och, muszę ją tak nazwać. Mimo wszystko powiesz, że tak się nazywa. Ja namieszam troszkę mgłą i będzie idealnie.
-Słyszysz co do ciebie mówię! Nie oddam jej!Jesteś tylko jakąś głupią boginią! Nie boję się ciebie!
-Jak śmiesz. Masz robić co ci każę.
-Nie, nie muszę.
-Aaaaaa- kobieta zamieniła się w świecącą, trzymetrową postać, która przebiła dach. Mężczyzna wiedział co się teraz stanie, bo zamknął oczy i rzucił się na podłogę. Uleciał z niego dym, ale przeżył.
    Nawet mnie zapiekły oczy  mimo że mnie tam nie było. Zamknęłam je, a gdy oślepiający blask znikł byłam w skórzanym samochodzie, obok mnie siedziała mała dziewczynka
-Cześć- powiedziała- Kim jesteś?
-Ninuś,  nie rozmawiaj sama ze sobą- powiedział jej ojciec, czyli mężczyzna  z pokoju
-Ale ona tu jest...- umilkła wiedząc, że jej historia nie jest godna uwagi.
    Zobaczyłam tylko czerwony samochód uderzający w nasz pojazd. W powietrzu słychać było głos:
-Mówiłam mój drogi, mi się nie wolno sprzeciwiać.
I stało się, samochody się zderzyły, odłamki latały w powietrzu. Wielki kawał metalu trzasnął mnie w czoło.  Dotknęłam ręką zranionego miejsca, tak jak myślałam. Krew ciekła strumyczkiem. Do pojazdu podeszła kobieta niezwykle podobna do mnie
    Blond loki opadały na ramiona, a oczy błyszczały zielenią. Skórę można by porównać do promieni słońca. Ciemno niebieska suknia była utkana jakby z kropli wody. Uniosła małą Ninę i odeszła. Wiedziałam już kim ona była.
    Podbiegłam do mężczyzny, ojca małej. Łzy popłynęły mi z oczu.
-Tato, nie umieraj!-krzyczałam-Nie umieraj! Proszę!

Jeśli będą jakieś literówki to sorry, bo pisałam na ślepo.

4 komentarze:

  1. Trochę na początku ciężko się zorientować...
    Pędzisz z akcją. Ogólnie piszesz dobrze, masz pomysł, ale powinnaś trochę zwolnić tempo.
    Ogólnie jestem ciekawa co będzie dalej
    Pozdrawiam Aria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, robię to specjalnie...
      Moja nauczycielka polskiego też tak mówi. Z tego co ja wiem to piszę źle, ale mam dobry pomysł. Strasznie, ale to strasznie chcę was rozczarować, ale mi się nie udaje.Będę musiała się bardziej namęczyć.
      Ogólnie się nie ucieszysz chyba, że lubisz Chione, albo Kalipso.
      Pozdrawiam JaPa (jak to brzmi)

      Usuń
    2. A tak na serio to spora część tego mi się nie zapisała i mósiałam przepisywać z pamięci.

      Usuń