-Proszę Annabeth. Opamiętaj się- błagałam.
-Ha, ha, ha, ha. Twoją jedyną szansą jest prośba o pomoc Gaji, ale obydwie wiemy, że tego nie zrobisz.
To była moja jedyna nadzieja. Bo co? Posejdona g*wno (sorry) obchodzę, a m
Coś było nie tak. Myślałam, że pochłonie mnie ziemia czy coś taoja [może] matka nie może wejść na jego terytorium.
-Gaja, proszę pomóż mi!kiego. Podczołgałam się do ściany. Nogą otworzyłam drzwi i uciekłam. Kiedy byłam już na ostatnim schodku Ann pociągnęła
Coś było nie tak. Myślałam, że pochłonie mnie ziemia czy coś takiego. Podczołgałam się do ściany. Nogą otworzyłam drzwi i uciekłam. Kiedy byłam już na ostatnim schodku Ann pociągnęła mnie za nogę. Upadłam, znowu choć tym razem nie z mojej winy. Usłyszałam głos Leo, a gdy otworzyłam oczy zobaczyłam go.
-Co się dzieje?- spytał Hazel
-Nic takiego Leoś- odpowiedziała mu Piper
-Coś się musiało stać, słyszałaś ten głośny trzask? Jakby, ktoś spadł ze schodów...Zaraz...Leoś?
-Tak Leoś- uśmiechnęła się sztucznie- Nic się nie stało.
-Racja pewnie nic...Piper!. Dlaczego używasz czaromowy?! Już od dawna... Od bijatyki z Annabeth dziwnie się zachowujesz, zabraniasz chodzenia do sali szpitalnej, a nawet pod pokład, wszystkim się przymilasz i nie chcesz, aby Percy rozmawiał z naszą mądralą w dodatku używasz czaromowy! Idę sprawdzić co się stało.
-Przecierz mówię, że nic- nad córką Afrodyty wciąż panował eladojon. Ten stwór musiał odciągnąć jego uwagę na tyle czasu ile trzeba dziecku Ateny na zaciągnięcie mnie pod pokład.Wybrał najprostszy wariant , bo skoro czaromowa nie działa... Krótko wam powiem : pocałowała.
Leo odepchnął ją. Krzyknął ,, Co się z tobą dzieje,, i pobiegł w moją stronę. Kiedy zobaczył Annabeth ze sztyletem, pobiegł po Percy'ego. Geniusz. Ona chce mnie zabić, a on leci po jej chłopaka. Całe szczęście szybko przyszli. Na tyle szybko, by blond-włosa zdąrzyła mi opowiedzieć jak to bardzo mnie oszpeci.
-Kiedy już odetnę ci uszy, oskubię nos ze skóry i wydłubię oczy- fuj.
Wspominałam, że szybko przyszli? Tak tylko, że Gaja była szybsza i mnie uratowała. Miałam absolutną rację, pochłonęła mnie ziemia. Potok brązowego piachu skrywał w sobie stado kamieni, które raz po raz uderzały mnie w różne części ciała. To w głowę, to w rękę lub nogę.
Przez moment nie mogłam oddychać, ale po chwili płuca pochłonęły tlen. Upadłam na twardą posadzkę. Nademną pochyliłam się kobieta z białą cerą i czarnymi prostymi włosami związanymi w luźną kitę. Suknię miała z lodu, czuć było od niej zimno.
-Kim jesteś?- spytałam
-Jestem Chione, bogini lodu- uśmiechnęła się z przymusu- to jest mój pałac. Ty pewnie jesteś Nina, córka Demeter.
-Ja sama nie wiem kim jestem, jeszcze wczoraj byłam Saly, córką sierocińca.
-Od dzisiaj byłaś Niną, córką Demeter, ale od momentu, gdy poprosiłaś Gaję o pomoc jesteś Nina, wybranka Gaji. Zaprowadzę cię do mojej pani. Bądź miła, od teraz twój los zależy od niej.
Poszłam za nią. Komnaty były z lodu, a podłoga pokryta śniegiem niczym dywan. Nie raz się potknęłam, ale Chione mnie przytrzymywała. Szłyśmy w milczeniu, ale jedno pytanie nie dawało mi spokoju:
-Będę mogła wrócić do przyjaciół?
-Przyjaciół? Masz przyjaciół? Jakich?
-Nie do końca. Raczej kumpli. Znajomych...
-Jakich?
-To znaczy ja ich nie znam, ale wzięli mnie na swój statek.
-Ja ci nic nie mogę obiecać. Należysz do Gaji. Myślę, że tak, ale to nie odemnie zależy. Och, no wiesz... Ja jestem tylko służącą.
-Jest tu ktoś jeszcze?
-Tak, Jessica. Córka Gaji. To znaczy już jej nie ma hi, hi, hi.
-A z tego co wiem to herosi pokonali Gaję, a statek Agro II został rozwalony.
-Oczywiście. Mój odwieczny wróg ją pokonał. Mówiłam, że jest niebezpieczny, ale Gaja tylko się śmiała. Powiedziała, że powinnam się bać tego całego Percy'ego, a statek? Statek nie istnieje.
-Jak to? Przecierz na nim byłam!
-Stałaś na nim. A Leon Valdez umarł! Ja zostałam służoncą bogów olimpijskich. Gaja jest zmęczona i śpiąca. Śpiąca, przez tę córeczkę Afrodyty. Teraz jej matka co rok używać będzie czaromowy, aby Gaja się nie przebudziła. To tylko w razie gdyby...Bogowie nigdy nie gdybali!
-O czym ty do mnie mówisz?
-O tym, że ciebie tu nie ma. Teraz spadasz z konia. Wtedy kiedy zabrali cię z sierocińca, nadal się to dzieje. Cała reszta to halucynacje.
Rozdział taki trochę chaotyczny...naprawdę zwolnij akcją, bo niewygodnie się czyta.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że z pozostałych rozdziałów więcej zrozumiem :)
Ale nie poddawaj się pisz dalej i ćwicz :D
Nie umiem :( Postaram się troszkę, ale mam tyle pomysłów i chcę użyć wszystkich. Boję się, że nie starczy rozdziałów. Ale dobrze, jak karzesz pani
Usuń21 Yr Old Health Coach I Arri Doppler, Hailing From Maple Enjoys Watching Movies Like Colossal Youth (Juventude Em Marcha) And Gambling. Took A Trip To St Mary's Cathedral And St Michael's Church At Hildesheim And Drives A Envoy XUV. Sprobuj Tak
OdpowiedzUsuń